Sporo o mojej filozofii tworzenia gier mówi odcinek podcastu ze mną w roli głównej (na samym dole postu). Dla tych, którzy nie chcą / nie mają czasu tego słuchać, podsumowanie tego jak SAM widzę siebie jako autora gier planszowych.
-] Nie jestem ani eurograczem, ani ameritrashowcem. Grywam w jedne i drugie, ale moje ulubione tytuły nie należą do jednego z tych gatunków. Uważam zresztą, że nasze hobby potrzebuje jeszcze trzeciej, dużej kategorii, aby nie określać wszystkiego mianem euro, albo ameri.
-] Lubię gry tak do max 3.0 ciężkości na BGG. Wszystko co jest powyżej zwykle ma w mojej ocenie za dużo zasad. Kiedy kolega wykłada na stół kobyły o ciężkości 4.0 na BGG, to zwykle zamiast skupiać się na grze i optymalizacji, walczę z tym, aby spamiętać i nie popełnić błędu. Walcząc z liczbą zasad nie potrafię się zwykle w pełni skupić na tym co robią inni. Ciężkie gry mają swoich fanów i ja im tego nie chcę odbierać. Ja nie jestem ich odbiorcą (tak jak gracze, którzy lubią ciężkie tytuły nie są odbiorcą gier lekkich).
-] Fajnie, gdy autorzy starają się wyciskać maksimum z istniejących już zasad. Autor gry, w toku jej tworzenia, zapomina, że "tylko jedna dodatkowa drobna zasada" to niby niewiele, ale problem w tym, że ona tę grę ma opanowaną do perfekcji.
-] Stąd moje uwielbienie do dodatkowych modułów w grach (lub warianty zaawansowane). Jak chcę dodać coś więcej, pojawia się to w formie DODATKOWYCH modułów bez konieczności uczenia się ich od razu. Dlatego "Spółka ZOO" ma trzy dodatkowe moduły.
-] Jestem fanem Erica Langa, bo facet nie zostawia tam miejsca na choćby grama zbędnej tkanki tłuszczowej zasad. Dosłownie w jego grach nie usuwałbym niczego.

Komentarze
Prześlij komentarz